Błąd Najwyższy

Zrzut ekranu strony www.sn.pl
Zrzut ekranu strony www.sn.pl
Urząd Zamówień Publicznych i Krajowa Izba Odwoławcza zgodnie orzekli: Sąd Najwyższy złamał prawo.

Sąd Najwyższy za modernizację swojej strony internetowej zapłacił 554 tysiące złotych. Cena szokuje, ale nie tak bardzo jak procedura, którą Sąd obrał przy wyborze wykonawcy usługi. Uznał, że to zlecenie o charakterze „powszechnym o ustalonych standardach jakościowych i niewymagających indywidualnego podejścia” i po przesłaniu kilku zapytań o cenę do wybranych według tylko sobie wiadomego klucza firm - pomijając wszelkie przetargi - zamówił ją u jednej z nich.


Polskie prawo jest jednoznaczne. Zobowiązuje instytucje do organizacji przetargów na publiczne wydatki przekraczające 14 tysięcy euro. Sąd Najwyższy stosując tryb zapytania o cenę złamał cztery artykuły ustawy Prawo zamówień publicznych. Sprawę procedowania bez procedowania Sądu Najwyższego upubliczniła Fundacja ePaństwo. Po prasowej informacji Urząd Zamówień Publicznych wszczął kontrolę i potwierdził okoliczność złamania prawa przez instytucję, która winna być ostoją praworządności. Dodatkowo wskazał jeszcze jedną okoliczność: cena zapłacona za modernizację www.sn.pl w kwocie przekraczającej ponad pół miliona złotych jest zdecydowanie zawyżoną, jak na tego typu usługę. Sprawia trafiła do Krajowej Izby Odwoławczej, która podtrzymała stanowisko Urzędu Zamówień Publicznych stwierdzając, że „zamawiający nie wykazał, aby zrealizowanie przedmiotu zamówienia miało polegać na świadczeniu usługi powszechnie dostępnej, której standardy jakościowe ustalone były powszechnie. (...) Nie pozwala to na skorzystanie z trybu zapytania o cenę” .

George Bernard Shaw napisał "jeśli oddasz swoje prawo w ręce sędziów, a swoją religię w ręce biskupów, rychło znajdziesz się bez prawa i bez religii". Sprawdziłem - Shaw nie był spokrewniony z księdzem Lemańskim.
Trwa ładowanie komentarzy...