Prawo do pracy

www.shutterstock.com
Co mówi bezrobotny absolwent prawa do absolwenta prawa, który ma pracę? - Zapiekankę poproszę.

Kilka dni temu media opublikowały list młodego bezrobotnego absolwenta prawa Tomasza. Magazyn dla prawników Mida opatrzył go krótkim, ale jakże wymownym komentarzem: "rynek szybko uregulował zderegulowany zawód".



Czy Tomasz jest ofiarą Gowiniady - szerokiego programu deregulowania zawodów w Polsce?

Absolwent bez złudzeń dołącza do młodych bezrobotnych po studiach wyższych na polskich uczelniach. Pisze: "skończyłem prawo na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Samo prawo - bez aplikacji korporacyjnych - na te mnie po prostu nie stać. Od czasu ukończenia studiów poszukuję aktywnie pracy - to administracja publiczna, to urzędy samorządowe, to firmy prywatne. Bez odzewu. Nie łudzę się już, że w swoim regionie znajdę zatrudnienie w zawodzie. To jednak nie jest sprawą najistotniejszą. O wiele istotniejszy jest fakt, iż nie mogę znaleźć pracy nawet poza swoim zawodem. Próbowałem już słać te świstki, dumnie nazywane curriculum vitae, na stanowiska magazyniera, kasjera, sprzedawcy w markecie budowlanym czy markecie elektronicznym. Znikąd nie spotkał mnie żaden odzew. Jedyne oferty współpracy zakładają albo założenie własnej działalności gospodarczej (np. agent ubezpieczeniowy, ajent sklepu spożywczego), albo współpracę w ramach umowy cywilnoprawnej (z wynagrodzeniem rzędu 1000 zł netto za pełnoetatową robociznę). W pierwszym przypadku, bez chociażby minimalnych sum odłożonych na "czarną godzinę" - funkcjonowanie na rynku jako przedsiębiorca jest "porywaniem się z motyką na słońce" (brak koniunktury rynkowej doprowadzi prędzej czy później do stanu, w którym do firmy będzie trzeba dokładać, a międzyczasem urząd skarbowy oraz ZUS zaczną konsumować mnie kawałek po kawałku). W drugim przypadku, no cóż, pięć lat mąk na studiach prawniczych, ukończenie ich z wynikiem "dobry plus", dziesiątki odbytych szkoleń... i proponowane mi wynagrodzenie jest niższe, aniżeli kasjerów w dyskontach spożywczych. Przyjmując taką, urągającą ludzkiej godności - powiedzmy sobie szczerze, "ofertę", zatraciłbym resztki szacunku do samego siebie."

Półtora roku temu pisałem, że deregulacja, o ile będzie konsekwentnie realizowana i ominie kilka grup zawodowych ma szansę stać się sukcesem obecnego rządu. By tak się stało musiałaby ominąć prawników. Nie ominęła. Pod hasłami wolnego rynku i tematu szerszego dostępu do zawodów prawniczych minister Gowin zdecydował się wbrew protestom środowiska i zdrowemu rozsądkowi zderegulować w znacznym stopniu i ten zawód.

Każdy ma prawo do pracy, ale nie każdy będzie miał pracę z prawem - to smutne dla młodych prawników. Dzielę ich zazwyczaj na mądrych, pomysłowych i większość. Większość nie znajdzie swojej wymarzonej pracy. Pomysłowi będą szukać różnych sposobów na posadę w dobrej kancelarii. Mądrzy? Mądrzy poszukają klientów. Mądrzy wiedzą, że dobrzy prawnicy znają przepisy - najlepsi znają klientów.

Nie wiem co zaważyło na przypadku Tomasza - ustawa deregulacyjna czy brak cech zdeterminowanego prawnika? Wiem jednak, że takich przypadków będzie więcej. Właśnie startują programy dwu i trzyletnich studiów prawniczych. Na takie studia będzie mógł zostać przyjęty praktycznie każdy - nawet po kosmetologii. Wszyscy poza uczelniami ostrzegają, że nie da się kompleksowo przygotować do zdania prawniczej aplikacji przez 3 lata - to system, który wypuści uczelniane półprodukty.
Cóż, w przeciwieństwie do Tomasza przynajmniej będą mogły założyć swoje solaria...
Trwa ładowanie komentarzy...