Mianownik. Celownik. Prawnik.

Mianownik: kto? co? Celownik: komu? czemu? Prawnik: dlaczego ten? O wyborach, deregulacji i rządowym marszu po miejsca pracy.

Niekoniecznie musimy mieć problem by potrzebować prawnika. Koniecznie jednak by go nie mieć - przemyślmy decyzje.


W Polsce jest ponad 38 tysięcy prawników. Jak się w tej liczbie zorientować, gdy w ciągu kolejnych dwóch lat ilość adwokatów wzrośnie do około 14,5 tysiąca, a radców do 36 tysięcy? W ciągu roku przybędzie około 800 nowych adwokatów - czy starszy będzie zawsze lepszy niż jeden z tych młodych? Kto udzieli najlepszej pomocy prawnej skoro realizują ją nie tylko adwokaci i radcy prawni? Przecież w ramach specjalistycznych zakresów działalności można ją także uzyskać od doradców podatkowych, komorników, notariuszy i rzeczników patentowych, czyli od łącznie ponad 68 tysięcy osób świadczących wykwalifikowaną pomoc prawną. Jak znaleźć tego, bądź tych właściwych, gdzie jest scentralizowany, wydolny i ogólnie dostępny system? Szukać po omacku, korzystać z rozwiązań konkurencji czy pukać do największych?

Prawnik jako ekspert zewnętrzny jest najczęściej spotykaną w przyrodzie ożywioną formą doradcy po którego sięgamy. I mimo, że najczęściej spotykany, niekoniecznie jest najłatwiejszym w wyborze. Kancelarie prawne: małe, średnie, duże, jedno i wieloosobowe, wyspecjalizowane i jeszcze lepiej wyspecjalizowane, na telefon i tuż za rogiem. Jak wybrać tę jedyną – tego specjalistę, któremu powierzymy los naszej fuzji, kwestię spadku czy podział majątku? Komu? Czemu? Jak po lekturze stron www i sponsorowanych artykułów eksperckich zdecydować, który z fachowców nam pomoże, a który pogrąży w toku pracy jeszcze bardziej?

Szukanie odpowiedzi na te i setki innych pytań to element pracy organizacji zajmujących się rekomendowaniem podmiotów z rynku usług prawnych. Każdy ze zleceniodawców kieruje się z reguły innymi kryteriami. Niekiedy praca nad raportem wskazującym wyselekcjonowane podmioty mające optymalną, merytoryczną zdolność do obsłużenia konkretnego zlecenia trwa tygodniami. Z zasady nie dziwi mnie żadne ze stawianych kryteriów. Dziwi za to wybór prawnika czy kancelarii nie oparty choćby na najprostszej analizie. Kiedy boli nas oko lub mamy problem ze stawami, pytamy dookoła znajomych “który lekarz “. Raczej nie zdarza się nam pomylić gabinetu i nie dajemy do badania dentyście nogi, czy nie pokazujemy mu piekącego oka. Dlaczego więc często robimy to w przypadku usług prawnych? Dlaczego ten, a nie inny “specjalista bez specjalności” nam pomaga? To nie tylko moje pytanie. To szerszy problem, z którym zmaga się bezskutecznie Naczelna Rada Adwokacka i kolejni ministrowie sprawiedliwości. Rzesza absolwentów prawa nie będąca profesjonalnymi prawnikami przyczepia sobie do drzwi mieszkania napis “porady prawne” i często za niemałe pieniądze świadczy usługi nie zdając (lub nie chcąc zdawać) sobie sprawy, że komuś właśnie wyrządza bezpowrotną krzywdę.

Pod hasłami wolnego rynku od czasu do czasu wraca temat szerszego dostępu do zawodów prawniczych. Będę dosadny: wolny rynek jest wtedy, gdy panuje na nim prawo konkurencji. W sektorze usług prawnych tak jest od dawna. Polska zajmuje 10 miejsce w Europie pod względem liczby wykwalifikowanych prawników - adwokatów i radców prawnych. Ta liczba mówi sama za siebie. Mimo to pojawiają się niekiedy wręcz postulaty by np. prawnicy bez aplikacji mieli prawo reprezentowania klientów przed sądem…

Zawód prawnika to zawód zaufania publicznego. By takim pozostał musi między innymi podlegać ścisłym regulacjom. Uwolnienie dostępu do szeregu zawodów to krok słuszny. Nauczyciel, rybak morski, urbanista, inżynier górnik, doradca inwestycyjny, asystent dentystyczny, dietetyk to przykłady z liczącej 380 pozycji listy regulowanych obecnie zawodów w Polsce. Deregulacja, o ile będzie konsekwentnie realizowana i ominie kilka grup zawodowych ma szansę stać się sukcesem obecnego rządu. By tak się stało musi ominąć prawników. Wołacz: O! - Rządzie! Biernik: kogo? co? - Prawników.
Trwa ładowanie komentarzy...